W 2021 r. na półwyspie Reykjanes w południowo-zachodniej części Islandii nastąpiło gwałtowne ożywienie działalności wulkanicznej - pierwszy raz od 800 lat. Jej bezpośrednim skutkiem było powstanie nowego wulkanu Fagradalsfjall, którego kolejne erupcje zmieniły pejzaż tego zakątka wyspy, przyciągając przy okazji rzesze turystów.
Kontynuacją tej aktywności była seria erupcji szczelinowych pod Grindavíkiem. Pierwsza z nich miała miejsce 18 grudnia 2023 r. w rejonie Sundhnúkagígar i zapoczątkowała serię kolejnych.
Już w listopadzie 2023 r., gdy doszło do silnych trzęsień ziemi i pojawienia się szczelin, władze ewakuowały około 3,8 tys. mieszkańców. Miasto zostało praktycznie opuszczone jeszcze przed pierwszym wylewem lawy.
Najpoważniejsze szkody przyniosła erupcja z 14 stycznia 2024 r., podczas której lawa dotarła do Grindavíku i zniszczyła trzy budynki mieszkalne. W kolejnych miesiącach powtarzające się erupcje zmuszały mieszkańców do ponownych ewakuacji, a miasto pozostawało przez długi czas zamknięte dla stałego zamieszkania.
Grindavík ucierpiał przede wszystkim przez pęknięcia gruntu, osiadanie terenu i zagrożenie ze strony napływającej lawy. Aby chronić zabudowę oraz kluczową infrastrukturę, wokół miasta wzniesiono wysokie bariery przeciwlawowe. Zmniejszyły one skalę zniszczeń, choć nie wyeliminowały ryzyka całkowicie.
Przed erupcjami Grindavík liczył nieco ponad 3,8 tys. mieszkańców. Niemal wszyscy zostali ewakuowani w dniach 10-11 listopada 2023 r. Większość z nich opuściła miasto na stałe. Na początku 2025 r. na liście mieszkańców Grindavíku nadal figurowało około 1 200 osób, ale faktycznie mieszkało tam jedynie 40-60 osób. Według danych za 1 stycznia 2026 r. oficjalna liczba mieszkańców spadła do około 820.
19 października 2026 r. islandzki serwis Icelandreview.com przyniósł informację o sondażu przeprowadzonym wśród przesiedlonych mieszkańców Grindavíku. Wynika z niego, że powrót do miasta w ciągu roku planuje tylko nieco ponad 28%. W grupie tej są już osoby przebywające na stałe w miasteczku.
|